Sąd skazał kobietę, która chciała sprzedać nerkę

Kobieta ze Świebodzic, która ogłosiła w internecie, że chce sprzedać nerkę, została skazana. Sąd Rejonowy w Świdnicy wymierzył jej karę grzywny – 500 złotych.

z13915158Q,Pierwszy-przeszczep-nerki-we-wroclawskim-szpitalu-To kara łagodna, bo za „rozpowszechniania ogłoszeń o odpłatnym zbyciu lub nabyciu narządu w celu ich przeszczepienia” grozić może nawet rok pozbawienia wolności. Sąd wziął jednak pod uwagę młody wiek oskarżonej, jej niekaralność oraz linię obrony. Kobieta tłumaczyła bowiem, że nie widziała, że to co robi jest zabronione, a tym bardziej karalne. Zamieściła w internecie ogłoszenie, bo podobnych widziała wiele. Nie była pewna, czy zdecyduje się na operację, a bardziej chciała się przekonać, czy w ogóle znajdzie się ktoś, kto zechce kupić od niej nerkę za 25 tys. zł.

Bardziej zdesperowany był 30-latek z wioski pod Świdnicą, który oferował do sprzedaży nerkę i szpik kostny. W środę do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko temu mężczyźnie. – Przez lata z takimi przestępstwami nie mieliśmy do czynienia, a w ostatnim roku to już taka druga sprawa – przyznaje Marek Rusin, prokurator rejonowy w Świdnicy.

30-latek był gotowy się okaleczyć, bo stracił pracę i potrzebował pilnie pieniędzy na spłatę długów. Nerki i szpik wycenił na 50 tys. zł, bo – jak zeznał – takie ceny widział w podobnych ogłoszeniach w sieci. A tych jest mnóstwo. Polacy najchętniej chcą pozbyć się nerki, ale nie brakuje też ofert ze szpikiem kostnym lub płatami wątroby.

Oskarżony, podobnie jak setki innych ogłaszających się, miał nadzieję, że szybko znajdzie się kupiec, a on bezproblemowo przejdzie operację i rozwiąże swoje finansowe kłopoty. Ale mimo że ogłoszenie było dostępne ponad pół roku, nie zadzwonił nikt – poza policjantami monitorującymi internet w poszukiwaniu m.in. takich łamiących prawo anonsów.

To nie dziwi dr. Krzysztofa Pabisiaka z Kliniki Nefrologii i Transplantologii Akademii Medycznej w Szczecinie. – Handel narządami to mit, poparty tylko historiami z filmów kryminalnych – mówi. A ludziom się wydaje, że takich, którzy kupią od nich nerkę czy wątrobę są tysiące. Zamieszczają ogłoszenia licząc na szybki zarobek, a mają tylko kłopoty – dodaje.

Podkreśla, że nie wierzy w to, że w Polsce wykonuje się zabiegi nielegalnej transplantacji. Do przeszczepienia nerki potrzebne są bowiem warunki bloku operacyjnego. Nie da się tego zrobić w garażu. Dodatkowo w pobranie narządu, jego transport i przeszczep zaangażowanych jest około 50 osób. A chory po operacji wymaga stałej opieki lekarskiej, musi przyjmować bardzo drogie leki, które zapobiegają odrzuceniu przeszczepu i których nikt mu nie przepisze, jeżeli nie będzie figurował w Krajowym Rejestrze Transplantacyjnym.

Źródło: gazetawroclawska.pl