Przeszczepy, śmierć mózgu, kanibale i reszta świata [LIST]

Zostałem brutalnie sprowadzony na ziemię przez zamieszanie medialne, które powstało wokół wypowiedzi niejakiego prof. Jana Talara. Stwierdził on bowiem publicznie na konferencji naukowej, że “nie udało się w XXI wieku pobrać narządów od osoby zmarłej, a więc co robimy? Pobieramy narządy od osoby żyjącej”.

Boleslaw RutkowskiGdyby tak było w istocie, to oznaczałoby to, iż pacjenci po przeszczepieniu nerek i innych narządów są na dobrą sprawę swoistego rodzaju kanibalami. Natomiast osoby oczekujące na przeszczep są kandydatami na ludożerców.

Tezę taką wygłosił z miejsca następny “uczony”, związany z kręgiem Radia Maryja filozof i etyk prof. Bogusław Wolniewicz. Ten niemający żadnej wiedzy medycznej osobnik oświadczył dla potrzeb “Super Expressu” (sic!), że: “transplantologia to ślepa uliczka w medycynie. To jest żerowanie na trupach. Od dawna uważam, że tzw. transplantacje, czyli tzw. przeszczepy, są w istocie nową postacią ludożerstwa”.

No i proszę, mamy tu już wprost określenie osób żyjących z przeszczepionymi narządami jako kanibali. Do tego chóru, korzystając z wiedzy medycznej, dołącza kolejny “ekspert”, tym razem wykształcony zarówno w problemach ducha, jak i ciała.

Mowa bowiem o posiadającym wykształcenie medyczne dominikaninie ojcu Jacku Norkowskim. Dla prawicowego portalu Fronda.pl powiedział on m.in.: “Śmierć mózgowa to narzędzie zbrodni. Wymyślono ją, aby pobierać narządy do transplantacji. Chodzi o to, aby pozbawić praw ludzkich i obywatelskich danego człowieka. Staje się on zwłokami z bijącym sercem, które należą do państwa polskiego”.

No i poza kanibalami mamy także drugą stronę, czyli zbrodniarzy. Rozumieć należy, iż do tej kategorii trzech powyżej wspomnianych “ekspertów” zalicza lekarzy orzekających śmierć mózgu, pobierających i przeszczepiających narządy, no i tych, którzy typują chorych do przeszczepienia.

Nie zapomnijmy też o dużym gronie tych, którzy zajmują się opieką nad pacjentami po przeszczepieniu narządów. Oznacza to, że istnieje cała gromada złoczyńców, którzy bezkarnie żerują na ludzkich zwłokach i czerpią z tego korzyści zarówno zawodowe, jak też finansowe.

—–

No i jak się czujecie, moi drodzy? Co teraz my, lekarze, mamy powiedzieć naszym pacjentom? Gdyby chcieć do sprawy podchodzić emocjonalnie, to mogłoby paść wiele niepotrzebnych słów i sformułowań. Przypatrzmy się zatem problemowi na zimno, odrzucając wszelkie emocje. Osobiście mam do czynienia z transplantacją od ponad 40 lat.

Miałem zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w wieloosobowym zespole, w którym specjaliści wielu dziedzin przygotowywali się do uruchomienia w roku 1990 programu przeszczepiania nerek w gdańskim ośrodku medycznym. Wówczas jeszcze można było mieć wątpliwości dotyczące kwestii rozpoznawania śmierci osobniczej, odpowiednich kryteriów oraz konieczności wykonywania określonych badań.

Obecnie natomiast na całym świecie obowiązują w tym zakresie te same zasady ustalone przez gremia specjalistów, a na dodatek poparte odpowiednimi rozporządzeniami urzędów centralnych zajmujących się zdrowiem.

W skład tych specjalistów wchodzili w głównej mierze lekarze niebiorący wprost udziału w transplantacjach, tacy jak: anestezjolodzy, neurolodzy, neurochirurdzy i medycy sądowi. Podobnie zresztą z tego typu specjalistów składa się komisja orzekająca śmierć mózgu w każdym przypadku zgłoszenia potencjalnego dawcy narządów.

W większości krajów świata istnieją także odpowiednie uregulowania ustawowe dotyczące przeszczepiania tkanek i narządów określone przez parlamenty. Oznacza to, że mamy powszechnie obowiązujące przepisy, które są oparte zarówno na najnowszych osiągnięciach wiedzy medycznej, jak i na uznanych na całym świecie rozwiązaniach administracyjno-prawnych.

—–

Może zatem działania transplantologów są podejrzane z moralnego punktu widzenia? Obawy tego rodzaju mogą być w pełni rozwiane, jeśli weźmie się pod uwagę stanowiska, które zajmują w stosunku do przeszczepiania narządów czołowe religie świata.

Należy bowiem podkreślić, że zarówno judaizm, religia muzułmańska, jak też buddyzm bądź braminizm w pełni akceptują obowiązujące w transplantologii zasady, a także wyrażają pełne poparcie dla tego typu działalności. Podobnie rzecz się ma z religiami chrześcijańskimi, niezależnie od tego, czy dotyczy to nurtu katolickiego, protestanckiego czy też prawosławnego.

Jedyną religią, która wypowiada się przeciwko przeszczepianiu ze zwłok, jest religia shindu obowiązująca w Japonii, która zakazuje tego typu procedur, ponieważ ciało osoby zmarłej uważane jest za nieczyste. Stąd też przeszczepianie w Japonii ogranicza się do niewielkiego procentu osób uzyskujących narząd od żywych, spokrewnionych dawców.

Wróćmy jednak na moment do naszej najbardziej rozpowszechnionej w Polsce religii katolickiej. Zdecydowana większość Polaków za niekwestionowany autorytet moralny uważa błogosławionego, a niebawem świętego papieża Jana Pawła II. “Nasz” papież wielokrotnie dawał wyrazy swojej sympatii i empatii w stosunku do ludzi chorych, a także pragnących im pomóc medyków.

Pamiętam osobiście ogromnie poruszające spotkanie, które obyło się z Nim w Rzymie w 2002 roku z okazji odbywającego się wówczas w Wiecznym Mieście Światowego Kongresu Transplantologicznego. Wśród wielu ważnych stwierdzeń oraz pochwał dla naszej – transplantologów – działalności znalazło się też takie wyraźne sformułowanie: “Przyjęcie kryterium, na podstawie którego stwierdza się śmierć, czyli całkowite i nieodwracalne ustanie wszelkiej aktywności mózgowej, jeśli jest rygorystycznie stosowane, nie wydaje się pozostawiać w sprzeczności z istotnymi założeniami rzetelnej antropologii”.

—–

Czy naprawdę trzeba czegoś więcej? Czy ciągle musimy się zatem zmagać z opiniami wątpliwej jakości “ekspertów”, choćby kryli się pod tytułami profesorskimi? Niemniej warto sobie uświadomić, że nie jest to jedyna okoliczność w naszym kraju, w której osobnicy z cenzusem akademickim plotą duby (nomen omen) smalone lub też wręcz wyrażają opinię na temat spraw, o których nie mają pojęcia.

Ale tu jako żywo przypomina mi się zdanie mojego nieżyjącego mentora i szefa – prof. Andrzeja Manitiusa, który zawsze mawiał, że “naukowców jest dużo, ale prawdziwych uczonych niestety mało”. Moim, i szczęśliwie nie tylko moim, zdaniem trzech wymienionych na wstępie do tego felietonu osobników niewątpliwie trudno do grona uczonych zaliczyć.

Mam nadzieję, że ich nieodpowiedzialne wystąpienia nie poczynią szkody transplantologii podobnej do tej, jaką poczyniły nie tak znowu dawno działania ministra Zbigniewa Ziobry. Jednocześnie celem mojego opracowania było uspokojenie naszych pacjentów, że nie są kanibalami, a osób z grona personelu medycznego zaangażowanego w proces przeszczepiania narządów, że nie są złoczyńcami.

Wyrażam nadzieję, że cel powyższy udało mi się osiągnąć, a przytoczone argumenty będą działać jak przysłowiowa oliwa wylana na wzburzone morze.

*prof. dr hab. Bolesław Rutkowski, kierownik Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Źródło: wyborcza.pl
Fot. wyborcza.pl