Andżelika dochodzi do siebie po przeszczepie wątroby

Czteroletnia Andżelika spod Olesna, która tydzień temu przeszła przeszczep wątroby po tym, gdy zatruła się muchomorem sromotnikowym, czuje się nieco lepiej.

– Jej stan nieznacznie co prawda, ale poprawia się – mówi Joanna Komolka, rzeczniczka Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie dokonano przeszczepu i gdzie wciąż przebywa Andżelika. – Dziewczynka delikatnie się przebudza, być może w ciągu kilku najbliższych dni lekarze podejmą decyzję o jej całkowitym wybudzeniu.

 Na razie mała pacjentka wciąż dostaje leki nasenne, oddycha za nią respirator, wspomagana jest praca nerek i układu krążenia. – Przeszczepiona wątroba podjęła pracę, teraz najważniejsze, by samodzielnie zaczęły pracować inne narządy – dodaje Komolka.

 Przypomnijmy, dwa tygodnie temu dziewczynka zjadła kawałek muchomora sromotnikowego; w domu dziecka przyrządzono kanie – wśród nich znalazł się bardzo silnie trujący grzyb. Wątroba dziecka została całkowicie zniszczona przez toksyny, jedynym ratunkiem był przeszczep. Gdy informacja o tym obiegła media, do CZD zaczęli się zgłaszać chętni do oddania dziecku fragmentu swojej wątroby. Jak informowała nas rzeczniczka szpitala, telefonów i maili były setki, do szpitala przyjeżdżali ochotnicy chcący przebadać się natychmiast i od razu oddać płat wątroby. Polskie przepisy uniemożliwiają jednak pobranie organu czy jego fragmentu od żywego obcego dawcy (przeszczep rodzinny w przypadku dziewczynki nie wchodził w grę, między innymi dlatego, że członkowie jej rodziny także jedli grzyby).

W ostateczności pobrano płat wątroby od zmarłego dawcy. Wszczepiono go dziecku tydzień temu; operacja trwała dziewięć godzin.

Źródło: gazeta.pl
Fot. Mieczysław Michalak / AG