Oddawanie narządów po śmierci. Jarek marzy o życiu bez dializ.

Przeszczep nerki sprawiłby, że mógłbym normalnie żyć – mówi Jarosław Mazurkiewicz z Nowego Aleksandrowa. Niestety, na razie, od wielu lat życie Jarka to specjalna dieta, leki i co dwa dni wielogodzinne dializy w Białymstoku. 

Takich chorych, oczekujących na przeszczep nerki w naszym województwie jest ok. 100. Tylko w ubiegłym roku przybyło 41 nowych. Ze statystyk wynika, że średni czas oczekiwania w kolejce po nerkę to ok. 3 lat. Ale są osoby, które mają szczęście i dostają nowe życie szybciej. Wszystko zależy od tego, czy znajdą się dawcy.

– Gdy byłem zgłaszany na listę oczekujących na przeszczep, chłopak, który leżał ze mną na sali w szpitalu, dostał nerkę po 2 tygodniach od zgłoszenia – opowiada Jarek Mazurkiewicz. – Ja czekam na swojego dawcę już 6 lat. Sytuację komplikuje fakt, że przy mojej chorobie dodatkowej – pęcherzu neurogennym, przeszczep mogą wykonać tylko dwa wyspecjalizowane ośrodki: w Łodzi i Warszawie.

Dlatego mężczyzna czeka już tak długo. W Polsce ciągle niestety brakuje dawców organów, na szczęście coraz częściej rodziny zmarłych szanują ich wolę i godzą się na pobranie narządów po śmierci. Jeden człowiek może w ten sposób uratować nawet kilka osób – przeszczepiane są bowiem nerki, płuca, wątroba czy serce.

Do idei transplantacji i składania oświadczeń woli, które ratują po naszej śmierci inne osoby, przekonują hasła na plakatach w białostockich autobusach komunikacji miejskiej.

– To bardzo dobra akcja, jak każda, która przybliża ideę transplantacji – mówi prof. Marek Gacko, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyń i Transplantacji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Białostocka klinika przeszczepia nerki od 1989 roku, do dzisiaj uratowano w ten sposób życie i zdrowie 446 chorym z niewydolnością tego organu. Średnio rocznie lekarze wykonują tu ok. 30 transplantacji, rekordowy był rok 2006, z 40 przeszczepami. Niewykluczone, że niezły będzie także rok 2013. – Tylko w styczniu tego roku wykonaliśmy już dziewięć przeszczepów nerek – cieszy się prof. Gacko. – Jeszcze nigdy nie było tak dobrej sytuacji.

Białostoccy lekarze przeszczepiają tylko nerki, ale pobierają też inne organy do transplantacji i przekazują je do tych ośrodków w Polsce, które specjalizują się w danych przeszczepach. Dzięki temu ratuje się życie wielu chorych.

– Przy chorobie nerek, transplantacja to przedłużenie, większy komfort życia i tańsza terapia – mówi prof. Marek Gacko. – W przypadku serca, wątroby, płuc, alternatywy nie ma.

Ideę transplantacji i oddawania narządów po śmierci popierają kościoły katolicki i prawosławny. – To wyraz miłości, która daje życie – mówił podczas niedawnej konferencji na temat transplantacji ks. prof. Józef Zabielski, który sam nosi przy sobie odpowiednie oświadczenie woli.

Warto też pamiętać, że już sam brak sprzeciwu do pobrania narządów po śmierci jest uznawany jako domniemana zgoda na ich pobranie.

Jarosław Mazurkiewicz wie, jak będzie żył, kiedy doczeka swojego przeszczepu: – Będę normalnie mógł jeść, pić, wyjechać na wakacje – mówi.  I dodaje: – Ludzi w takiej sytuacji, jak ja, jest wielu.

Źródło: wspolczesna.pl
Fot: wspolczesna.pl