Śląsk: Optymistyczne podsumowanie 2012 w transplantologii

Chirurdzy ze Szpitala im. Mielęckiego w Katowicach przeprowadzili pierwsze w regionie przeszczepy trzustki, a szpitale pediatryczne chętniej zgłaszają dawców narządów, dzięki czemu udaje się uratować coraz więcej dzieci. Śląskie podsumowanie 2012 roku w transplantologii daje powody do optymizmu.

W 2012 roku szpitale w województwie śląskim zgłosiły 58 zmarłych dawców narządów. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców mamy ich więc 12,6 na milion. Daleko nam do województwa zachodniopomorskiego, gdzie wskaźnik ten wynosi 26, a bywały lata, że 40. Dlatego wciąż jest dużo do zrobienia. – Musimy się tego podjąć, bo aktywność szpitali w zgłaszaniu dawców jest jednym ze wskaźników, jaki jest poziom naszej medycyny – mówił wczoraj w Zabrzu prof. Marian Zembala, szef Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i organizator spotkania podsumowującego rok w przeszczepach.

Zwraca też uwagę niewielki spadek liczby transplantacji. W 2011 roku było ich 167, a w 2012 – 153. Są też jednak nowe osiągnięcia. Po pierwsze, coraz to nowe szpitale chcą zgłaszać dawców, po drugie – robimy nowe przeszczepy.

Wśród szpitali, w których pobrano najwięcej narządów, od lat prym wiedzie “Święta Barbara” w Sosnowcu, gdzie koordynatorem przeszczepów jest dr Jarosław Wilk. Coraz bardziej aktywne są też jednak: Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach-Ochojcu, Szpital Śląski w Cieszynie, Szpital Specjalistyczny nr 4 Bytomiu oraz placówki pediatryczne, czyli Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Ligocie oraz Chorzowskie Centrum Pediatrii. – Aktywność tych ostatnich zasługuje na szczególne uznanie – podkreśla prof. Zembala.

Powód? Co innego powiadomić bliskich o śmierci dorosłego, a co innego – rodziców o śmierci dziecka. – Zazwyczaj kiedy pierwszy raz słyszą od nas, że ich córka czy syn są w stanie śmierci mózgowej, a ich narządy mogą innemu dziecku uratować życie, odrzucają tę myśl. Nie chcą przyjąć do wiadomości śmierci swojego dziecka. Wręcz krzyczą oburzeni. To wyczerpujące psychicznie rozmowy. Potem następuje przemiana i ci sami rodzice, którzy jeszcze dwa dni mówili stanowcze “nie”, teraz wręcz nas przynaglają, by nie stracić ani chwili, skoro jakieś inne dziecko gdzieś czeka na nowe serce, które uratuje mu życie – mówi dr Ludwik Stołtny, ordynator oddziału intensywnej terapii w GCZD.

Sukcesem mogą pochwalić się także lekarze z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego im. Mielęckiego w Katowicach. Rozszerzyli zakres wykonywanych operacji – nie ma już takich przeszczepów w obrębie jamy brzusznej, które byłyby poza ich zasięgiem. Spadła wprawdzie liczba przeszczepów nerek, ale za to stale rośnie liczba transplantacji – obecnie ponad 20 rocznie.

Na tym samym poziomie utrzymuje się liczba jednoczesnych przeszczepów nerek i trzustki u chorych z cukrzycą typu 1. Takie rozwiązanie leczy ich z cukrzycy, która doprowadziła do zniszczenia trzustki wydzielającej insulinę i zniszczyła nerki, prowadząc do ich przewlekłej niewydolności. Po przeszczepie nie muszą już ani brać insuliny, ani korzystać z dializ zastępujących pracę nerek.

- W ubiegłym roku zaczęliśmy przeszczepiać samą trzustkę u chorych z cukrzycą typu 1., którzy wcześniej przeszli tylko transplantację nerek. Zachęceni pozytywnymi efektami już w tym roku, około dwóch tygodni temu podjęliśmy się przeszczepu trzustki u chorej, u której cukrzyca nie doprowadziła jeszcze do zniszczenia nerek – mówi prof. Lech Cierpka, kierownik kliniki chirurgii w katowickim szpitalu.

Pacjentką była 38-letnia Emilia z Elbląga, która po operacji już wróciła do domu. Przy okazji ogłoszono także, że jeśli chodzi o wskaźniki efektywności przeszczepów nerek, trzustki i wątroby, katowiccy chirurdzy mają najlepsze wyniki w kraju.

Na koniec konferencji podsumowującej przeszczepy mówiono o tych, którzy wciąż na nie czekają. Wśród nich jest 39-letni Rafał Jaracz, inżynier, który od 15 miesięcy przebywa w zabrzańskim centrum podłączony do pompy wspomagającej pracę serca. – Mógłbym ponarzekać, że nie ma dla mnie serca, bo mam bardzo rzadką grupę krwi. Z drugiej strony, gdyby nie te komory, już byśmy dziś nie rozmawiali – mówi.

66-letni Ryszard Jarmułtowski z Bytomia też czeka na serce podłączony do pompy, tyle że dużo mniejszej. To pompa wirowa HeartWare, która umożliwia pobyt chorego w domu, ale nowego serca i ona nie zastąpi.

Źródło: Katowice Gazeta.pl
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta