Gdańsk: Pompa uratowała Monice życie. Teraz kobieta czeka na przeszczep serca

32-letnia Monika Nowak, którą od kilku miesięcy opiekują się gdańscy kardiochirurdzy jest pierwszą dorosłą pacjentką w Polsce, której wszczepiono mechaniczne urządzenie do wspomagania pracy niewydolnego serca o nazwie excor Berlin Heart. Dzięki tej sztucznej pompie wartej pół miliona złotych młoda kobieta będzie mogła doczekać przeszczepu serca.

Od października ub. roku Monika jest numerem jeden na liście polskich pacjentów zakwalifikowanych do pilnej transplantacji. Wciąż jednak nie ma dla niej dawcy. Kilka miesięcy wcześniej, identyczne urządzenie, tyle że o wiele mniejsze, uratowało życie 4-letniej Lence leczonej w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka. Z tą różnicą, że jej serce zregenerowało się i podjęło samodzielną pracę.

O tym, że jedynym ratunkiem dla młodej kobiety będzie przeszczep serca wiadomo było od marca ub. roku. Wtedy to dr hab. med. Piotr Siondalski, który w Klinice Kardiochirurgii i Chirurgii Naczyniowej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku specjalizuje się w transplantacjach, wpisał Monikę na tzw. listę planową.

Obstawiona lekami kobieta mogła jeszcze wtedy wrócić do domu, gdzie z utęsknieniem czekał na nią mąż i dwie córeczki – 8-letnia Sandra i kilka lat starsza Sara.

– Wszystko zaczęło się sześć lat temu od silnego przeziębienia – opowiada Monika. Wkrótce potem coś złego zaczęło się dziać z sercem. Trafiłam do szpitala na oddział kardiologii. Zrobili mi badania, przypisali leki. Zgłaszałam się do kontroli, czułam się w miarę dobrze. Jednak serce z roku na rok słabło. W początkach 2012 r. nagle się zatrzymało.

Monikę reanimowano, serce ruszyło, ale było już wiadomo, że choroba postępuje. Jak tłumaczą lekarze – spowodowane infekcją wirusową zapalenie mięśnia sercowego doprowadziło do tzw. kardiomiopatii rozstrzeniowej, w której powiększone serce coraz trudniej się kurczy, prowadząc do niewydolności.

Jesienią ub. roku Monikę przyjęto na oddział kardiologii. Kilka tygodni później wszczepiono jej pompę, która jest co prawda w posiadaniu kliniki kardiochirurgii, ale ma jedną wadę – może być stosowana tylko przez 30 dni. A to oznaczało, że jeśli do tego czasu nie znajdzie się dawca, dla Moniki nie będzie już ratunku.

Jedyną szansą dla niej był jeden z najnowszych wynalazków – pompa excor niemieckiej firmy Berlin Heart. Jak tłumaczy prof. Jan Rogowski, szef gdańskiej kardiochirurgii – takie urządzenie, do jednorazowego użytku produkowane dla konkretnego pacjenta kosztuje pół miliona złotych. Zgodę na jego zakup musi wyrazić Ministerstwo Zdrowia. A że pacjentka była w stanie zagrożenia życia, resort nie miał argumentów, by odmówić.

Czym różni się excor od pomp starszego typu, które kardiochirurdzy wykorzystywali wcześniej?

– Tym czym mercedes od syrenki – kwituje profesor Rogowski. Monice wszczepiono takie urządzenie kilkanaście dni temu.

– Stan chorej się wyrównał, jest stabilny, wspomagane tak serce pracuje jak zdrowe, wszystkie narządy są prawidłowo ukrwione – twierdzi dr Piotr Siondalski. – Teraz Monika może bezpiecznie czekać aż znajdzie się dla niej dawca – dodaje.

Początkowo jednak pompa excor pracowała dzięki sporych rozmiarów urządzeniu napędowemu stojącemu przy łóżku Moniki na jednej z sal pooperacyjnych. O tym, by z niego wstać i choć trochę pospacerować, mogła tylko pomarzyć. Specjaliści z Berlin Heart przez cały czas monitorowali pracę excora. Gdy w ubiegły piątek potwierdziło się, że pracuje bez zarzutu, zamienili jednostkę napędową na tzw. mobilną, wielkości bagażu podręcznego, który wolno wziąć do samolotu.

– Wreszcie mogę chodzić i chyba już dziś będę mogła wrócić na zwykły oddział, gdzie leżą inni chorzy – cieszy się Monika. Teraz najważniejsze, by znalazł się dla niej dawca.

Z dr hab.med. Piotrem Siondalskim, kardiochirurgiem, transplantologiem, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Przed Moniką pompa excor miała wspomagać pracę serca innej, młodej kobiety? 
– To prawda. W końcu ubiegłego roku do mechanicznego wspomagania serca została zakwalifikowana młoda, 21-letnia matka. Tuż po porodzie rozwinęła się u niej niewydolność serca. Na pompie do maksimum 30-dniowego wspomagania była przez trzy tygodnie, przygotowywaliśmy ją do wszczepienia excora, na szczęście w tym czasie jej serce zdążyło odpocząć i samo podjęło pracę. I pompa excor i transplantacja okazały się niepotrzebne. To rzadki przypadek. System mechanicznego wspomagania serca albo daje temu narządowi czas na regenerację, albo jest “pomostem” do transplantacji.

Ilu chorych musi korzystać z takiego urządzenia? 
Ok. 10 proc. pacjentów zakwalifikowanych do przeszczepu potrzebuje wspomagania mechanicznego serca. Biorąc pod uwagę , że na taką operację stale czeka w Polsce 360 osób, łatwo można obliczyć, że 36 z nich wymaga wspomagania, bez którego nie doczekają się nowego serca. Skoro każdy chory w Polsce ma prawo do leczenia dializami aż do przeszczepu nerki, to takie samo prawo należy się chorym z niewydolnym sercem.

Dlaczego Monika tak długo czeka na dawcę serca? 
– Bo dawców serca jest mniej niż chorych, którzy go potrzebują. Bo współpraca z oddziałami intensywnej terapii jest skomplikowana, bo lekarze zawsze pytają rodzinę o zgodę na pobranie narządów, choć z punktu widzenia prawa tego robić nie muszą. Serce dla naszej pacjentki musi być odpowiedniej wielkości, również grupa krwi dawcy musi być zgodna z jej grupą.

 Źródło: dziennikbaltycki.pl