Farmy dawców organów. Podtrzymywać przy życiu dla zdrowia innych?

Pacjenci, u których stwierdzono śmierć kliniczną, mogą być podtrzymywani przy życiu tylko po to, by stali się dawcami organów. Taką kontrowersyjną propozycję wysunęli lekarze skupieni w Brytyjskim Stowarzyszeniu Medycznym. Lekarze szukają dróg wyjścia z kryzysu, bo dawców jest coraz mniej.

Chodzi o to, by pobierać serce od pacjenta, u którego stwierdzono śmierć na skutek zatrzymania akcji układu krążenia i układu oddechowego, czyli będącego w stanie tzw. śmierci klinicznej. Mózg takiego człowieka jest nieprzerwanie aktywny. Funkcje krążenia i oddechowe byłyby wtedy podtrzymywane sztucznie, tak by serce mogło być w pewnym momencie pobrane i przekazane osobie potrzebującej. Potrzebna byłaby na to zgoda rodziny.

Do tej pory transplantacja serca możliwa jest po stwierdzeniu śmierci mózgu. Dopiero rozpoznanie tego rodzaju śmierci pozwala na zaprzestanie dalszego, niecelowego leczenia oraz na pobranie ze zwłok narządów do celów transplantacyjnych. W Polsce definicja śmierci jako śmierci całego mózgu obowiązuje od 2007 r.

“By organy były w jak najlepszym stanie”

Choć propozycja wydaje się przesuwać granice moralne związane z wieloma definicjami życia i śmierci człowieka, to argument lekarzy jest bardzo konkretny: co roku w Wielkiej Brytanii z powodu braku organów od dawców umiera nawet tysiąc osób. Dawców jest po prostu za mało.

Sami naukowcy zadają sobie pytanie, czy propozycje nie idą za daleko. “Fakt, że osoba jest uznana za zmarłą z powodu wstrzymania funkcji oddechowo-krążeniowych, i przeszczepienie takiego serca, którego funkcje podtrzymywane są przez wtłaczanie krwi i tlenu, są bardzo trudne do akceptacji i wymagają jeszcze dokładnego wyjaśnienia” – można przeczytać w raporcie Brytyjskiego Stowarzyszenia Medycznego (BMA), który cytuje “Guardian”.

– To są działania uprzedzające, by nie czekać, aż pacjent będzie uznany za martwego, bo nie funkcjonuje już jego mózg. Lekarze brytyjscy chcą rozpocząć odpowiednie działania, zanim pacjent będzie martwy z punktu widzenia obowiązującego prawa. Chodzi przede wszystkim o to, by organy były w jak najlepszym stanie – wyjaśnia dr Paweł Łukow, bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Specjalne sale?

Największe kontrowersje budzi to, że organy dawców byłyby za pomocą specjalnych metod respiracyjnych, zwanych w świecie medycznym “elective ventilation”, sztucznie podtrzymywane przy życiu. Na przykład pacjenci z ciężkim wylewem mogliby jeszcze leżeć w specjalnych salach, a ich organy czekać na biorcę. Już ta wizja niejako farmy organów wydaje się kontrowersyjna z etycznego punktu widzenia.

Metodę taką, jak pisze “Guardian”, stosowano już w jednym ze szpitali w Exeter. Od 1988 r. liczba potrzebnych organów od dawców wzrosła o połowę. Jednak w 1994 r. brytyjski departament zdrowia uznał ją za niezgodą z prawem. Pojawiały się wtedy także głosy, że przetrzymywanie pacjentów w takim stanie przypomina właśnie farmę, gdzie wegetują ludzie. Problemem było również to, że podaje się takim osobom medykamenty, ale nie po to, by je leczyć, ale po to, by korzystali z tego inni.

Lekarze mogą działać zbyt wcześnie

Naukowiec z UW nie do końca zgadza się z opinią, że pomysł jest kontrowersyjny, Uważa, że “powinniśmy rozpatrywać to bardziej w kategoriach zgody niż tego, w którym momencie uznamy człowieka za zmarłego”. – Jeżeli funkcjonujemy w takim systemie jak brytyjski, gdzie potrzebna jest wyraźna zgoda na dawstwo organów, to nie powinno to budzić kontrowersji. Inaczej u nas, kiedy potrzebna jest tzw. zgoda domniemana – jesteśmy dawcami, o ile nie wyrazimy wcześniej sprzeciwu.

Dr Łukow największy problem widzi w naszym aparacie pojęciowym, który coraz częściej nie przystaje do zmieniającej się rzeczywistości. Czy pomysł Brytyjczyków może być moralnie nie do zaakceptowania?

– Nie wydaje mi się. Takie działanie powinno być obwarowane przecież zgodą. Patrząc jednak z praktycznego punktu widzenia, nie wyobrażam sobie jednak, by zbyt wiele osób wyraziło na to zgodę. Może pojawić się obawa, że lekarze mogą o chwilkę za wcześnie rozpocząć działania – zauważa.

Źródło: gazeta.pl