Dolny Śląsk: Marnują się narządy, a pacjenci umierają

Ponad połowa szpitali na Dolnym Śląsku nie zgłosiła w tym roku ani jednego dawcy narządów. By poprawić sytuację ciężko chorych pacjentów oczekujących na przeszczep, Akademicki Szpital Kliniczny chce przejąć koordynację transplantacji w całym regionie. Ma się tym zająć specjalny zespół.

Na Dolnym Śląsku jest 30 szpitali, które spełniają warunki konieczne do pobrania narządów. Jednak aż 17 z nich nie zgłosiło w tym roku ani jednej możliwości pobrania.

Najlepszy okazał się wrocławski Szpital im. Marciniaka przy Traugutta, w którym było siedem pobrań, zaraz za nim jest Akademicki Szpital Kliniczny przy Borowskiej – sześć, wojskowy przy Weigla – cztery i szpital w Wałbrzychu – trzy.

Prof. Dariusz Patrzałek, regionalny koordynator transplantacyjny, komentuje: – To strasznie mało! Liderzy, czyli Zachodniopomorskie i Wielkopolska, zgłaszają powyżej 30 dawców na milion mieszkańców rocznie, my zaledwie dziesięciu. Od razu widać, że na Dolnym Śląsku system zupełnie nie działa.

Dawcą narządów (najczęściej pobiera się serce, płuca, wątrobę i nerki) może być pacjent, u którego stwierdzono śmierć mózgu. Najczęściej zdarza się to na oddziałach intensywnej terapii, neurochirurgii i neurologii, ale także na urazowych i kardiologicznych. Śmierć pnia mózgu musi stwierdzić komisja składająca się z trzech lekarzy. Dopiero potem organy zmarłej osoby mogą posłużyć do ratowania innych.

Wtedy do akcji wkracza koordynator transplantacyjny, często jest nim anestezjolog. To on zgłasza do Poltransplantu (agenda rządowa koordynująca w Polsce wszystkie działania związane z przeszczepami), że na jego oddziale jest potencjalny dawca. Pyta też rodzinę zmarłego, czy nie był on przeciwny transplantacji. Na końcu koordynator musi zorganizować pobranie narządów.

Na całym Dolnym Śląsku takich koordynatorów zatrudnionych przez Poltransplant jest zaledwie sześciu. Zdaniem prof. Patrzałka to właśnie ich brak jest jedną z głównych przyczyn niskiej liczby pobrań narządów w naszych szpitalach: – Takiego koordynatora na pełnym etacie, który zajmowałby się przede wszystkim przeszczepami, powinien mieć każdy duży szpital – przekonuje. – Tymczasem w praktyce wygląda to tak, że na jakiegoś lekarza nakłada się dodatkowe obowiązki, za które niewiele się mu płaci.

Prof. Patrzałek uważa, że bardzo ważne jest także podejście personelu medycznego do przeszczepów. W wielu szpitalach na Dolnym Śląsku lekarze nie chcą nawet rozpoczynać tej procedury, bo jest to dla nich dodatkowa robota.

– Czekają ich trudne rozmowy z rodziną zmarłego, muszą wykonać wiele telefonów, być może dłużej zostać w pracy. Jeśli więc można tego uniknąć, to się tego unika – ubolewa prof. Patrzałek. Na spadek pobrań wpłynęła też jego zdaniem masowa emigracja anestezjologów.

Akademicki Szpital Kliniczny przy ul. Borowskiej, którego pracownikiem jest prof. Patrzałek, w styczniu chce poprawić i rozszerzyć działanie regionalnego biura ds. transplantacji. Zespół lekarzy i pielęgniarek będzie zajmował się koordynowaniem przeszczepów na całym Dolnym Śląsku. Prof. Patrzałek liczy na dwa dodatkowe etaty. Zespół ma odpowiadać m.in. za kontakty ze szpitalami w regionie, które będzie się starał przekonać do zgłaszania większej liczby dawców. Poza tym zamierza zajmować się edukacją w szkołach i uświadamianiem, jak wielką szansą dla poważnie chorych ludzi są przeszczepy.

Obecnie prof. Patrzałek szuka anestezjologa i pielęgniarek chętnych do współpracy: – Liczymy, że dzięki zaangażowaniu takiego zespołu uda się uratować więcej chorych oczekujących na przeszczep. Ostatnio w jednym z wrocławskich szpitali zmarł młody człowiek, który zatruł się grzybami. Nie doczekał na przeszczep wątroby, chociaż natychmiast zgłoszono go na listę oczekujących.

W Polsce w tej chwili na przeszczep czeka w kolejce ponad 2 tys. chorych.

Komentuje Agnieszka Czajkowska: Nie muszą umierać

W liczbie przeszczepów Europa bije nas na głowę. Na Dolnym Śląsku jest aż 17 dużych szpitali, które mogłyby to robić, ale przez cały rok nie zgłosiły ani jednego dawcy. Czy to znaczy, że nie było ani jednego pacjenta? Nie. Niestety wynika to z zaniechania lub wręcz braku dobrej woli.

Jeśli chcemy, żeby w Polsce ludzie oczekujący na przeszczep dostali dar życia, bezwzględnie musi zmienić się podejście samych lekarzy. Ale to nie wszystko. Brakuje systemu, który dałby szansę tym, którzy chcą działać. W każdym dużym szpitalu powinien być koordynator transplantacyjny oddany tylko tej sprawie. Szpitale, które miały takiego specjalistę, zgłaszały dwa razy więcej dawców niż inne.

Musi się też zmienić nastawienie całego personelu medycznego do koordynatora, który nierzadko słyszy zarzut, że jest “łowcą narządów”. W Polsce ludzie umierają, czekając na przeszczep. Być może w tym samym czasie jakiś lekarz mógł pomóc, ale zrezygnował ze zgłoszenia potencjalnego dawcy?

Źródło: gazeta.pl (Gazeta Wrocław)