Śmierć jednego człowieka może ocalić życie kilku osób

– Gdybyśmy nie widzieli łez szczęścia po tej drugiej stronie, nie moglibyśmy tego robić. Piękno transplantologii polega na tym, że komuś daruje się życie – mówią lekarze, którzy w szpitalu w Gorzowie pobrali narządy do przeszczepu. Mogliśmy im towarzyszyć.

Do szpitala wojewódzkiego przyjeżdżamy 40 minut przed pobraniem. Dawcą jest kobieta po czterdziestce. Lekarze długo walczyli o jej życie. Niestety, zmarła z powodu problemów neurologicznych. Jej nazwisko nie figuruje w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów przy Poltransplancie, a rodzina twierdzi, że za życia wypowiadała się pozytywnie na temat idei przeszczepów. To wystarczy, by rozpocząć procedurę przygotowania do pobrania narządów. Gigantyczną pracę wykonuje cały zespół oddziału anestezjologii i intensywnej terapii.

– Bez ich pomocy, wsparcia i chęci niewiele mogłabym zrobić – podkreśla Iza Brzychcy, koordynatorka ds. przeszczepów. Wkracza, gdy ordynator dr Jerzy Czyżewski jest po spotkaniu z rodziną dawcy. Robi to od lat i wie, jak rozmawiać o sprawach najtrudniejszych. Zanim dojdzie do przeszczepu, czyli podarowania życia drugiej osobie, jest przecież śmierć i ogromna tragedia – ktoś traci dziecko, ojca, matkę, męża, żonę…

Zaczyna się wyścig z czasem

Zmarły staje się potencjalnym dawcą, gdy komisja lekarska orzeknie śmierć mózgu. To znaczy, że brakuje jakichkolwiek odruchów ze strony centralnego układu nerwowego. Żeby nie było wątpliwości, są na to odpowiednie procedury: wykonuje się szereg badań, kilkukrotnie powołuje się komisję lekarską. Od momentu orzeczenia śmierci mózgowej do pobrania mija zwykle kilkanaście godzin. W tym czasie trzeba utrzymać funkcje życiowe dawcy, który nadal leży na OIOM-ie, podłączony do sztucznej wentylacji.

– Pilnujemy, by ciśnienie skurczowe było powyżej 120, a tętno około 100 uderzeń na minutę, by nerki pracowały bez wspomagania lekami, by nie pojawiła się gorączka – wylicza Brzychcy. Sama wykonuje szereg telefonów. Jest w kontakcie z regionalnym koordynatorem ds. przeszczepów w Szczecinie, a ten z centralnym przy Poltransplancie, który dysponuje listą urgens, czyli taką, na której znajdują się pilni biorcy.

Na tym etapie wiadomo, jakie narządy zostaną pobrane i dokąd pojadą. W Gorzowie pojawiają się lekarze z Państwowego Szpitala Klinicznego nr 2 Pomorzany-Szczecin (drugi ośrodek w Polsce, który przeszczepia narządy nieprzerwanie od 1980 r.). Doc. Tadeusz Sulikowski i dr Maciej Romanowski pobiorą serce na homograf (zastawki), wątrobę i nerki. Przygotowana jest sala operacyjna nr 3, anestezjolog i pielęgniarki. Teraz zaczyna się wyścig z czasem. Serce i wątroba trafią do Centralnego Szpitala Klinicznego w Warszawie (kierowca karetki już czeka), a nerki do kliniki w Szczecinie, z której przyjechał zespół transplantacyjny.

– Wątroba powinna być wszczepiona biorcy w ciągu 10-12 godzin, a nerki do 72 godzin. Gdybyśmy pobierali serce w całości do przeszczepu, mielibyśmy na to cztery-sześć godzin. W takim wypadku u nas rozpoczynałoby się pobranie, a w innym szpitalu pacjent byłby już przygotowywany do operacji – opowiada Brzychcy.

Serce, wątroba, nerki…

Dawca trafia na salę operacyjną. Urządzenia wspomagają jego układ krwionośny i oddechowy. Lekarze robią nacięcie wzdłuż klatki piersiowej i brzucha. Najpierw oceniają, czy narządy nadają się do przeszczepu. Potem je preparują (wypłukują z nich krew, schładzają za pomocą specjalnego roztworu i lodu). Po godzinie dr Romanowski wyciąga z ciała serce. Mieści się w dwóch dłoniach. Jeszcze chwilę bije. Ponownie wypłukuje się krew i pakuje je do worka razem ze specjalnym płynem. I do jeszcze jednego worka, a pomiędzy wrzuca się kostki lodu. Narząd pobrany do przeszczepu musi być przechowywany w temperaturze do 4 st. Celsjusza.

Jednocześnie ciało dawcy odłączane jest od aparatury, która do momentu pobrania serca utrzymywała funkcje życiowe. Po 30 minutach lekarze pobierają wątrobę. U dorosłego człowieka waży przeciętnie 2 kg, ale może różnić się wielkością. Ta jest duża, prawie trzy razy większa od serca. Zanim zostanie zapakowana do worka, dr Romanowski pobiera wycinek. – Gdyby coś działo się z narządem po przeszczepie, lekarze będą mogli szybko sprawdzić, co może być przyczyną – wyjaśnia Brzychcy. Serce i wątroba pakowane są do pojemnika izotermicznego. Kierowca karetki z Warszawy odbiera go z bloku operacyjnego i rusza w drogę.

Po następnych 10 minutach lekarze wyjmują prawą nerkę, po kolejnych 10 – lewą. Pakowane są osobno do pojemników. W Szczecinie, po oznaczeniu zgodności tkankowej, lekarze dobiorą odpowiednich pacjentów do przeszczepu. Dr Romanowski zszywa ciało, a doc. Sulikowski uzupełnia protokół pobrania i tłumaczy: – Robię to ćwierć wieku, ale jeśli ktoś myśli, że jestem uodporniony, to się myli. Śmierć zawsze jest przejmująca. Z drugiej strony, gdzieś czeka czyjeś dziecko – nieważne, czy ma 20, 30 czy 40 lat – czeka na drugie życie. Na tym polega piękno transplantologii.

– Gdybyśmy nie widzieli łez szczęścia właśnie po tej drugiej stronie, nie moglibyśmy tego robić. Ta kobieta uratuje życie czterem, pięciu osobom – dodaje dr Romanowski.

Trudno powstrzymać emocje

Pewnie, że lekarze czasem mają wątpliwości, czasem też płaczą, bo dawcą jest 30-latek, z którym na sali operacyjnej żegna się ośmioletnia córka, wciskając w pięść karteczkę z napisem: “Żegnaj, tato”. Trudno też powstrzymać emocje, gdy narządy pobiera się od dziecka. Ale można zrozumieć, gdy pomyśli się tak, jak nauczał Jan Paweł II, że zgoda na przeszczep jest darem. Darem życia dla drugiego człowieka.

Źródło: gazetalubuska.pl